Po długiej podróźy z Nariobi do Arushy przybywamy późnym wieczorem. Kierujemy się od razu do backpackerskiego hostelu. Międzynarodowe towarzystwo, fajny bar, ale w pokojach śmierdzi niemiłosiernie repelentami. Nie przejmowały się tym chyba tylko karaluchy...
Następnego dnia zaplanowaliśmy jednodniowy trip do NgoroNgoro.